Mistyczka” przed premierą — wyjątkowy wieczór z dobrym kinem w Wołominie

Film, rozmowa z twórcami i historia, która nie kończy się wraz z napisami

5 września 2026 roku uczestniczyliśmy w Wołominie w przedpremierowym pokazie filmu „Mistyczka”. Po seansie spotkaliśmy się z twórcami filmu — Janem Sobierajskim i Andrzejem Kocubą. To był wieczór dobrego kina, rozmowy i refleksji nad tym, dlaczego warto wspierać kulturę tworzoną z misją.

W rolę Alicji Lenczewskiej wcieliła się Dorota Chotecka-Pazura. Reżyserem i scenarzystą filmu jest Jan Sobierajski. Produkcja Fundacji Filmowej Powołany trafi do regularnej dystrybucji kinowej 11 września.

Kino, po którym chce się jeszcze chwilę zostać

Są filmy, po których człowiek niemal automatycznie sięga po telefon, sprawdza godzinę i wychodzi z sali.

Tutaj było inaczej.

Po napisach warto było jeszcze zostać, bo przedpremierowemu pokazowi w Wołominie towarzyszyło spotkanie z twórcami filmu — Janem Sobierajskim i Andrzejem Kocubą. Można było usłyszeć o powstawaniu „Mistyczki”, pracy nad historią Alicji Lenczewskiej i o tym, co dzieje się poza kadrem, zanim gotowy film trafi na ekran.

Takie spotkania mają w sobie coś szczególnego. Film przestaje być wtedy anonimowym „produktem”, który pojawia się w repertuarze kina. Za obrazem zaczyna być widać konkretnych ludzi, ich pracę, decyzje, ryzyko, czas i przekonanie, że warto opowiadać właśnie takie historie.

Dobre dzieła potrzebują ludzi, którzy chcą je wspierać

Ten wieczór przypomniał nam również o czymś, co jako małe, niezależne wydawnictwo rozumiemy szczególnie dobrze.

Dzieła tworzone z misją nie powstają w próżni.

Potrzebują autorów, filmowców, redaktorów, grafików, aktorów, drukarzy, dystrybutorów. Potrzebują odwagi tych, którzy je rozpoczynają. Ale potrzebują również odbiorców.

Dlatego nasza obecność na pokazie „Mistyczki” była czymś więcej niż zwykłym wyjściem do kina.

Kupując bilet i wybierając polskie kino katolickie, dokładamy swoją małą cegiełkę do tego, aby takie filmy mogły powstawać i trafiać do kolejnych widzów.

Bardzo dobrze znamy tę zależność także z drugiej strony.

Kiedy ktoś kupuje książkę w Wydawnictwie Dobro i Piękno, nie kupuje jedynie papieru zamkniętego między dwiema okładkami. Wspiera również niezależne wydawnictwo katolickie, dzięki któremu mogą powstawać następne książki — nieraz niszowe, nieoczywiste i dalekie od tego, co akurat podpowiada rynek.

Nie piszemy tego jako reklamy.

Raczej jako prostą obserwację: jeżeli zależy nam na dobrym kinie, książkach i kulturze budowanej wokół wartości, warto być ich odbiorcą także wtedy, kiedy jeszcze nie stoją za nimi największe budżety i najgłośniejsze kampanie.

Fundacja Filmowa Powołany sama podkreśla, że tworzy niezależne filmy oparte na wierze, nadziei i wartościach, a jej produkcje powstają dzięki zaangażowaniu ludzi wspierających kolejne projekty.

O Alicji Lenczewskiej bez prostych odpowiedzi

Nie chcemy zdradzać fabuły „Mistyczki”. Ten film zdecydowanie lepiej obejrzeć bez szczegółowego streszczenia.

Historia Alicji Lenczewskiej daje jednak dużo przestrzeni do myślenia — również osobom, które wcześniej niewiele o niej wiedziały. Jest tutaj pytanie o sens życia, o moment, w którym człowiek odkrywa, że dotychczasowy sposób patrzenia na świat już mu nie wystarcza. Jest samotność, poszukiwanie, niepewność, ale też coraz mocniej pojawiające się światło.

To właśnie dlatego „Mistyczka” jest czymś więcej niż opowieścią biograficzną.

Można oglądać ją jako historię konkretnej kobiety, ale jednocześnie znaleźć w niej pytania bardzo współczesne: czego właściwie szukamy, za czym biegniemy i co pozostaje, kiedy na chwilę ucichnie codzienny hałas?

Twórcy określają film jako historię wewnętrznej przemiany i drogi Alicji Lenczewskiej ku doświadczeniu duchowemu.


Dobrze było tam być

Wołomiński pokaz miał jeszcze jeden ważny wymiar. Nie był anonimową premierą w wielkim mieście. Powiat Wołomiński został mecenasem filmu i wsparł jego produkcję, a właśnie w Wołominie zorganizowano przedpremierowe spotkania z twórcami.

Dobrze widzieć, że wartościowe inicjatywy znajdują wsparcie także lokalnie.

I dobrze czasem zamienić role.

Na co dzień to my prosimy: przeczytajcie książkę, przyjdźcie na spotkanie, poznajcie autora, dajcie szansę historii, którą zdecydowaliśmy się wydać.

5 września sami byliśmy po tej drugiej stronie.

Kupiliśmy bilety. Usiedliśmy na widowni. Obejrzeliśmy film. Posłuchaliśmy jego twórców.

I wyszliśmy z przekonaniem, że właśnie w taki najprostszy sposób można pomagać dobrym dziełom iść dalej.

Bo kultura z misją potrzebuje nie tylko ludzi, którzy ją tworzą.

Potrzebuje również ludzi, którzy chcą się przy niej zatrzymać.

Podobne wpisy